Where it all begins….

BATTLERAGE – THE SLAUGHTER RETURNS [2008]

01 Mortuus Advocare
02 By Steel I Reign Supreme
03 The Battle Slain
04 Grind Their Bones
05 Dark Arrival of Powers Malign
06 Metal Slaughter
07 Held High the Chaos Sword
08 The Axeman
09 Black Riders of Destruction
10 From the Deepest Hell
11 Steel Supremacy (outro)
12 Blessed by the Axe
13 By Steel I Reign Supreme

Owe wydawnictwo to jedna z ubiegłorocznych propozycji ze stajni Metal On Metal Records, której współzałożycielką jest genialna artystka Jowita Kamińska. Stajni rośnie w siłę i na dzień dzisiejszy  należy oczekiwać spod jej skrzydeł nowych wydawnictw takich wykonawców jak Midnight Idols, Rachels Coven czy F.K.U. . W tym roku nowym materiałem zaatakuje również chilijski Battlerage. Dziwne? Otóż nie, The Slaughter Returns to relikty przeszłości, na nowo zmiksowane i zremasterowane dema tego zespołu – Metal Slaughter oraz Return Of The Axeman. Zupełną nowością na tym wydawnictwie jest Blessed By The Axe, natomiast wieńczący płytę By Steel I Reign Supreme to na nowo nagrany kawałek pochodzący z Metal Slaughter.

Metal Slaughter.

Po paleniskowym intro zatytułowanym Mortuus Advocare wchodzi gęsty riff i charakterystyczny wokal Fox-Lin Torresa, oczywiście barbarzyński na swój sposób, nie tak jak w Ironsword, ale podnoszący tego epickiego ducha, By Steel I Reign Supreme to Omen w bardziej cięższej postaci jak sami muzycy przyznają, traktujący o tym, o czym z początkowego założenia miał traktować termin Heavy Metal. Jest to jeden z pierwszych utworów dopiero co raczkującego Battlerage w 2002 roku. The Battle Slain zaczyna się podniosłym i gniotącym jaja wszelkiego pozerskiego ścierwa riffem, peruki spadają z głów. Ogromna chwytliwość i znakomite solo Cavalli. W Grind Their Bones mamy ManOwaR’owy riff i zdzierającego swoje gardzioło Torresa, zwłaszcza w tych falsetowych motywach, po średnim tempie w The Battle Slain mamy utwór szybki, wręcz speedmetalowy. Oczywiście, jeśli o wokale Torresa chodzi to śpiewać zbytnio nie potrafi, ale w tego typu muzyce chodzi o jad i siłę głosu, która może kruszyć ściany, może być nisko, byleby z chemią jak w tym wypadku. Tekst tego utworu to pięść nienawiści wymierzona w stronę wszelakich wrogów, jest brutalnie, barbarzyńsko, krwawa impreza trwa w najlepsze! Dark Arrival Of Powers Malign to kompozycja pierwotnie będąca w szufladzie Blasphemous Evil, ale ostatecznie wyjęta na potrzeby dema, słyszalna różnica, m.in. w sposobie śpiewania(nie bez fałszów) Torresa, i jakby deathowo-orientalny riff (Nile?) w tym utworze dodają magii.

Return Of The Axeman.

Drugą część tego albumu rozpoczyna Metal Slaughter, dziwne nie? Jak jest przypisane, pierwotnie kompozycja miała znaleźć się na pierwszym demie. Utwór wyborny, w klimatach ManOwaR i Manilla Road z pulsującym basem, prześwietną melodią. Held High The Chaos Sword gwałci barbarzyńskim i topornym riffem. Po raz kolejny wyraźnie słyszalne są inspiracje amerykański heavy, głównie Omenem i Manowar, podniosły i melodyjny refren nie pozostawia złudzeń. Kolejne nagranie – The Axeman, to zarazem hołd dla wielokrotnie wymienionego w recenzji i inspiracjach zespołu Omen, własna interpretacja utworu tejże kapeli. Robota wykonana poprawnie co było oczywiste, Battlerage do grania coverów mają smykałkę, na debiutanckiej płycie – Steel Supremacy z 2004 roku znalazł się cover Manilla Road – Necropolis, a na demie Metal Slaughter muzycy umieścili własną interpretację kompozycji The Preacher z repertuaru Running Wild. Kolejny Black Riders Of Destruction, zawrotne przyspieszenie po niespełna półtorej minuty wypruwające riffy zahaczające o thrash to miazga jaj! Do tego idealnie pasujący tutaj wokal Torresa, jeden z lepszych numerów na ty albumie i w ogóle w repertuarze tego zespołu, gorszy chyba tylko od przeznakomitego Heavy Metal Axe z debiutu. Solówką Mauricio, niegdysiejszy i świetny zresztą gitarzysta tej kapeli, odkrywa wszystkie karty, chwyta za serce, do tego ta powerowa motoryka! Szkoda , że po niej następuje wieńczący można powiedzieć to wydawnictwo From The Deepest Hell a tuż po nim outro pod tytułem Steel Supremacy i tylko jeden! (niestety!!) nowy utwór, czyli Blessed By The Axe, nie schodzący poniżej pewnego poziomu, ale specjalnie nie wyróżniający się niczym zbytnio, choć klimatyczny. Płytę zamyka nowsza wersja By Steel I Reign Supreme, bardziej przybrudzona i siarczysta, z jakby większą potęgą brzmieniową, ale bębny brzmią dosyć nieciekawie, pierwotna wersja moim zdaniem lepsza.

Podsumowując, jeśli ktoś zdążył pokochać debiut tego zespołu, ten materiał zdaje się być obowiązkowy, bo demówki ciężkie są raczej do zdobycia, tymczasem już we wrześniu Chilijscy wymiatacze powinni zaatakować nowym albumem, miejmy nadzieję, nie odstającym poziomem od dotychczasowych dokonań. Hail & Kill!

[9/10]

Jedna odpowiedź do “Where it all begins….”

  1. izlude777 Powiedział/a:

    Fajne, fajne, ale odnoszę wrażenie, że mniej tutaj ognia z dupy Szatana niż na Steel Supremacy.

Dodaj komentarz